Wyciągnąłem dzisiaj zdjęcia żaglowca “Fryderyk Chopin”, który połamał żagle ok 2tyg temu. Nie widać na nich dużo bo skupiliśmy się wtedy na wyrwaniu torebek z materiałami reklamowymi ale są one z ostatniego portu przy którym cumował przed tym rejsem. Stał przy Tower Bridge w Londynie i przedstawiał się naprawdę fajnie. Załoga też niczego sobie, urządzali różne gry, zabawy, taniec na rejach i widać po nich było, że są wprawieni i znają się na rzeczy. Ciekawe kiedy uda im się znowu wypłynąć bo sama idea szkoły pod żaglami mi się podoba. Szczególnie dla osób które planują przyszłość w tym sporcie.
Zacząłem ze znajomymi szykować sylwester w górach (ku mojej radości blisko stoku ;)). Niestety, co nie było trudne do przewidzenia, wybraliśmy sobie najdroższy tydzień w roku, żeby gdzieś wyskoczyć na dłużej. Jak się okazuje to nie wszystko… trzeba jeszcze przebrnąć przez znalezienia gdzieś miejsca dla 14 osób co może nas ostatecznie przerosnąć. Prawie wszystko, ale to dosłownie jest już pozajmowane. Czyli uwaga… naród jedzie świętować Nowy Rok, a my pewnie gdzieś z nim :P
Jakiś czas temu kiedy się pojawiłem w Lublinie wybraliśmy się z Dawidem na cmentarz żydowski. Zdziwienie dla mnie było o tyle duże, że mimo paru ładnych lat jak mieszkam w Lublinie nie widziałem go. Mijałem zawsze ulicę przy której leży. Szkoda tylko że nie można było wejść do środka, ale biorąc pod uwagę temperaturę i wiatr jaki wtedy był nie za bardzo chyba miałem nawet ochotę.
Teraz jestem na etapie szukania mieszkania i przeprowadzki, myślenia nad sylwestrem, zmianą auta i planowaniem planowania czasu :P
Porządkuje zdjęcia i dane kolejny raz. Zbiera się cały czas tego coraz więcej a jakoś szkoda mi kasować. Organizuję się mobilnie. No i mogę powiedzieć, że znowu oficjalnie jestem w Lublinie. Wstrzymuję teraz intensywność wyjazdów w porównaniu z ostatnimi czasy. Wpisy pewnie się będą pojawiały w dalszym ciągu nieregularnie i zdjęcia w nich będą się plątały w różnych przedziałach czasowych. Nie powiem, że będę dodawał zawsze jak zrobię jakiś ciekawe foto bo bym znowu skłamał.
Dzisiaj z lenistwa nic nowego. Tak miałem na dysku szybko poskładane i obrobione. A, że może część z Was nie widziała to się chwalę ;)
Byliśmy z Jagą w Londynie. Lubię to miasto… za każdym razem znajduje w nim coś fajnego czego mi brakuje tutaj.
Ostatnio więcej siedziałem w domu niż się gdzieś dalej przemieszczałem (nie licząc wypadów w góry na deskę). Co więcej odłożyłem aparat do tego stopnia, że jak zaglądam na dysku do folderu “styczeń 2010″ nie wiedzę tam żadnych zdjęć. Wiem… mogłem coś przywieść z gór, z tego co się działo w mieście, u mnie czy mojej okolicy. Widać noworoczne plany noszenia aparatu częściej przy sobie wzięły w łeb ale nie mogę też powiedzieć, że żałuję tego czasu. Teraz będę miał znowu sporo okazji do nadrobienia. Pytanie czy zrobię coś w moim charakterze blogowego :). Tak czy inaczej szykują się intensywne tygodnie (kilka dalszych wyjazdów i projektów).
I nie cieszę się, że zima odchodzi. Dla mnie mogła by jeszcze trochę potrwać. Na szczęście nie zamierzam zamykać sezonu snowboardowego wraz z ostatnim śniegiem w Polsce.
Muzycznie:
The Kelly Family – zespół który lubiłem do tego stopnia, że jak było obciachem słuchać go, ja zbierałem ich kasety. Teraz słysząc ich ponownie po kilkunastu latach mogę śmiało stwierdzić, że dalej ich lubię. Pytanie czy ja się nie zmieniłem czy oni się zmienili razem ze mną?